MAPA STRONY
Marek Musielak

powiew świeżego marazmu

17-10-2011, 22:27

run maras, run!

12 Poznań Maraton - jeszcze miesiąc temu byłem absolutnie przekonany, że nie ma takiej siły, która byłaby mnie w stanie zmusić do tego, żeby stanąć na starcie, a potem przez 4 godziny biec w kierunku tak odległej mety. A tu psikus; na tydzień przed maratonem przelewałem kasę i przeklikiwałem się przez formularz zgłoszeniowy.

Najnowsze:

Sam do końca nie wiem, co się stało, że przekonałem siebie do biegu. Z perspektywy czasu myślę, że raczej nie chodziło o samą chęć biegu, co bardziej o to, jak bardzo dokuczało mi rok temu, gdy wszyscy dokoła chodzili i mówili o maratonie (a co poniektórzy nawet o tym jak się biegło), a ja zamiast tego miałem w głowie obraz niedzieli spędzonej w taki sam sposób, jak co tydzień. I wiedziałem tylko tyle, że chociaż nie będzie prosto i chociaż będzie bolało, to że jeśli tego nie zrobię, to będę żałował.

Więc pobiegłem. I wielka w tym zasługa bliskich mi osób, które chociaż nie były przekonane do mojego startu, to w pewnym momencie powiedziały mi jednym głosem: "Chcesz biec? To biegnij. Jesteśmy z Tobą i pomożemy Ci". I wszyscy pomogli. Każdy na swój sposób. I nawet jeśli to było tylko słowo zachęty, to podczas tych 4 godzin to słowo przewróciło się w moich myślach pewnie ze sto razy. I wierzcie mi, 4 godziny sam na sam z myślami, to ogromna ilość czasu. A po 30 kilometrze to już nie biegną nogi, wtedy to przede wszystkim głowa i walka z samym sobą, żeby nie pozwolić rozwinąć się myśli, że nie dam rady. I w takim momencie przypomina się uśmiech na twarzy dopingujących na trasie, słowa poparcia od znajomych i zamiast myśli o poddaniu się, umysł zajmuje obraz osób czekających na ciebie na mecie.

Marek Musielak - 12 Poznan Marathon

Gdybym dzisiaj miał powiedzieć komuś, jak biega się maratony, to z moim "przeogromnym" doświadczeniem (2 maratony), dwie rzeczy pierwsze przychodzą mi do głowy: cierpliwość i uśmiech. Pierwsza z nich jest absolutnie kluczowa - nie można się podpalić na początku. Maratonu nie da się przebiec takim tempem, które na początku wydaje się idealne do biegu. Po prostu trzeba biec wolniej. Jeśli nie stłumi się tej chęci biegnięcia tak, jak niosą nogi, to nie skończy się to niczym dobrym. Druga rzecz jest chyba jeszcze ważniejsza - uśmiech - jeśli rano obudzisz się z nastawieniem, że nie dasz rady, to nie próbuj nawet. Ważne jest pozytywne myślenie. Maraton to bieg endorfin - myślę, że bez nich nie byłoby maratończyków. To one są powodem, dla którego chce się biec dalej. A podczas biegu można się podładować uśmiechem, choćby od tysięcy kibiców na trasie, z których połowa cieszy się, śpiewa, dopinguje i krzyczy. Przebijasz piątkę z setką dzieciaków ustawionych w rządku i czujesz pieczenie na dłoni, ale kolejny kilometr biegniesz lżej, bo nie myślisz o tym, że bolą cię nogi, tylko o tym, jak cieszyły się dzieciaki, którym właśnie Maratończyk przybił pionę. I tak wspólnie całe miasto nakręca się. A że jeszcze w tym roku pogoda ewidentnie dopisała i słońce nawet nie próbowało chować się za chmurami, więc chyba nie było nikogo na trasie, kto miałby zły humor. No może poza częścią kierowców, którzy nie ogarnęli plakatów wiszących od miesiąca w mieście ani tablic informujących o biegu i utrudnieniach, które już w piątek pojawiły się w mieście.

A po maratonie? Chciałem się wyspać, ale pomimo wielkiego wyczerpania, nie udało się zasnąć o żadnej sensownej porze. Nogi sztywne, kolana bolą przy przewracaniu się w łóżku z boku na bok (nie mówiąc już o próbie chodzenia po schodach). Ale o dziwo następnego dnia rano poczułem się prawie jak nowonarodzony. Prawda, jakieś tam kłucie w stawach jeszcze się zdarza, ale większy ból się czasem pojawia po 1,5 godziny grania w piłkę. Tylko żeby nie wszystko było takie piękne, to się troszkę przesytu pojawia... 6 półmaratonów ukończonych w tym roku (a będzie jeszcze siódmy), życiówka w połówce i w maratonie (bo 3:57:06 netto to moja życiówka), 1000 kilometrów w 2011 roku już dawno przebiegniętych i co dalej? Biegowe dążenia powoli się wyczerpują. Dalszych planów brak. Jakieś pomysły? Anyone?

No i jeszcze na koniec dzięki dla wszystkich, którzy wspierali słowami i czynami, pytaniami i gratulacjami, fejsolajkami i komentarzami, a zwłaszcza... A Zwłaszcze wiedzą, że to o nie chodzi i już im podziękowałem na żywo ;]

A jeśli doczytałeś aż do tego miejsca i może zastanawiasz się, czy warto biegać, obejrzyj widło poniżej.

Komentuj
  • ~Maggie ~Maggie 2011-10-18 12:30 Marathon Plany na przyszły rok, jeśli mogę coś zasugerować... spraw, aby powiększyło się grono Maratończyków, aby nie tylko kibicowali, ale by wspierali Ciebie, a Ty ich biegnąc tuż obok. Reply
  • maras maras 2011-10-18 12:39 hmm brzmi jak plan - zobaczymy, co się uda w tej kwestii osiągnąć ;] Reply
  • ~skolima ~skolima 2011-10-18 13:53   Were the bloody nipples involved? Reply
  • maras maras 2011-10-18 14:15 bloody nipples Fortunately haven't had any problems with my nipples in my life yet ;] Reply

about me

Marek Musielak

Hi! I'm Marek Musielak but everyone calls me Maras.

I love rollerblades, good movies and books, meetings with my friends, drive my motorbike, run and spend time actively.

I work as ASP.Net, EPiServer and Sitecore developer for Cognifide Ltd.