07-06-2011, 15:23
stairway to heaven
Do tej pory schody kojarzyły mi się zazwyczaj z wysiłkiem i zmęczeniem.
Myślę "schody" i pierwsze co przychodzi mi do głowy, to wchodzenie po nich na górę. Jakoś nigdy nie myślałem o schodzeniu po nich - pierwsza i jedyna myśl to "pod górkę".
Najnowsze:
Najpopularniejsze:
Ostatni weekend zmienił trochę moje zapatrywanie na schody. Początkowo nic tego nie zapowiadało - zaczęło się od 6 pięter, które codziennie demotywowały jednakowo. Potem pierwsza wyprawa na pobliską górkę i dla odmiany schody. A na górze ciężka walka o uspokojenie oddechu. I kolejne schody pod tańczącymi Murzynami, które nie zapowiadały niczego specjalnego.
A jednak. Wystarczyło trochę magii i teraz schody kojarzą mi się już z rozmową, z miejscem, gdzie można wytłumaczyć sobie pewne sprawy, gdzie można się dogadać w cięższych chwilach,
gdzie łzy mogą mieszać się ze śmiechem zapowiadającym lepszą przyszłość, a w końcu z miejscem, gdzie można odpocząć, odstresować się, poczuć chillout i jakąś nieopisaną harmonię. I pomimo tego, że szóste piętro ciągle jest wysoko i ciągle pojawia się zadyszka, to z radością będę wbiegać po schodach na górę wiedząc, że czeka tam na mnie uśmiech, którego nie chcę zamieniać na nic innego. I chociaż nie wiem, co będzie za 2 lata, to wiem, że będę wtedy szczęśliwy!
Komentuj