MAPA STRONY
Marek Musielak

powiew świeżego marazmu

12-06-2011, 21:23

pierwszy raz zawsze boli

Przebiegłem w życiu 7 oficjalnych półmaratonów. Dzisiaj był ósmy. Do tej pory, z każdym kolejnym udawało mi się zrobić życiówkę. Raz była to poprawa tylko o 7 sekund, ale zawsze. Dzisiaj ambitny plan zakładał poprawę o minutę. No i przegiąłem ;) Pierwszy raz nie poprawiłem czasu. A pierwszy raz zawsze boli - mój dzisiejszy bolał potężnie...

Najnowsze:

Wyjechaliśmy z samego rana i o 9:00 dotarliśmy do Grodziska Wielkopolskiego. Wodę grodziską to pewnie każdy pamięta, ale ja nie byłem jeszcze niedawno w stanie powiedzieć, gdzie ten cały Grodzisk leży. W każdym bądź razie pogoda przywitała nas idealna do biegania - chmurki, wiatru nie było czuć, chłodek. Po prostu zapieprzać. Organizacja prawie perfekcyjna. Wszystko fajne, poza ostatnimi 20 minutami kiedy wszyscy zawodnicy musieli stać w tłumie między barierkami, cisnąć się i "stygnąć". A do tego w międzyczasie wyszło słońce.

No i się zaczęło, pierwszy kilometr przewidywalnie trochę wolniej od założeń, no ale przecież na starcie zawsze tłok, więc nie ma się co przejmować. Następne dwa kilometry za to trochę za szybko. A to zły znak. Do tego mojemu brzuchowi wyraźnie dzisiaj coś nie pasowało. Myślałem, że przejdzie. Ale od 5tego kilometra do samego końca (z krótką przerwą koło dwunastki) musiałem sobie wmawiać, że to przecież nie brzuchem się biega. Nie pomogło ;] Do tego słoneczko się rozświeciło na dobre, a wiatr przypomniał o sobie. I przez resztę trasy było gorąco i pod wiatr.

Jakiś 500 metrów zabrakło mi do tego, żeby nie zostać zdublowanym przez zwycięzcę. Zgadnijcie z jakiego państwa był? Tak tak... Kenijczyk. Początek trzeciego kółka i myśl, że muszę jeszcze ostatni raz przebiec to, co już 2 razy mijałem, to chęć, żeby wszystko pier****ć, wsiąść w samochód i zasuwać do Poznania. Ale ja się nie umiem tak poddać, więc męczyłem się na każdym kolejnym kilometrze, patrząc na zegarek. Najpierw chciałem zamknąć się w 1:39, potem myślałem, żeby tylko mnie pace maker na 1:40 nie dogonił, a jak ten już mnie wyprzedził, to jedyna myśl była "Nie przestać biec. Nie zacząć iść". Ostatnie kilometry biegłem tak wolno, jak już mi się to dawno nie zdarzyło.

Na 19.5 Basia przez chwilę pozwoliła mi uwierzyć, że już blisko i że zaraz przecież ta męczarnia się skończy. Tej wiary stynkęło na jakieś 200 metrów ;] Potem umierałem dalej. A widok ludzi z medalami idących sobie spacerkiem w drugą stronę wcale nie pomaga :) Przed metą nie próbowałem nawet finiszować; no może ostatnie 20 metrów jakieś większe kroki zrobiłem, ale to by było na tyle ;) 1:42:03 (1:42:09 brutto). Ostatni raz wolniej pobiegłem we wrześniu 2010.

W sumie może to i dobrze. Może zrewiduję moje chore pomysły o Biegu Rzeźnika. Albo i Ironmanie ;] Ale życie bez głupich pomysłów byłoby nudne. A jeśli te pomysły są cudze, to zawsze można na kogoś zwalić. Dlatego szybka rozmowa na twitterze (patrz poniżej) doprowadziła do tego, że mam kolejny chory plan :D Efekty zobaczymy za 6 tygodni.

G: hundredpushups.com that is an interesting idea :) Anyone up for try?
M: @G sounds like a nice plan. Starting tomorrow? ;)
G: @MarasM Sure, let's do Monday, Wednesday and Thursday :)
M: @G Fine for me :)
G: @MarasM cool. 100 pushups video after 6 weeks then :)
M: @G ok :)
@twitter

Komentuj
  • ~Damian ~Damian 2011-06-13 09:58 100pushups Ok Maras, lecimy z tym ;) Reply

about me

Marek Musielak

Hi! I'm Marek Musielak but everyone calls me Maras.

I love rollerblades, good movies and books, meetings with my friends, drive my motorbike, run and spend time actively.

I work as ASP.Net, EPiServer and Sitecore developer for Cognifide Ltd.