11-03-2011, 02:05
insomnia, czyli bezsenność w poznaniu
Nie wiem, która to już noc z rzędu. Znów dokładnie to samo. Jak zakręcone deja vu, które nie chce się skończyć. 1:12 na zegarku, a o śnie nie ma mowy. Rozkosznie...
Najnowsze:
Najpopularniejsze:
Gdy leżę w łóżku, w głowie zjawia się niespodziewanie milion myśli i pomysłów: jakim tempem pobiec na następnym treningu, może przestawić szafę, gdzie przenocować w Paryżu, co zjeść jutro na śniadanie. Wszystko to pojawia się przed oczami nie wiadomo skąd i musi być niezmiernie ważne, skoro mój mózg nie potrafi przejść w tryb stand by do następnego ranka. Ziewam, oczy się zamykają, i jak tylko zniknie sprzed nich rzeczywistość, zjawia się kalejdoskop obrazów. Na nic wietrzenie pokoju i melisa. Nie zasnę i tyle.
Przewracam się więc z boku na bok, jak naleśnik na patelni, aż w końcu wstaję, czytam kilka stron książki, idę zrobić sobie coś do picia, zdejmuję pranie z suszarki. Dzisiaj nawet postanowiłem wypełnić PIT-a przez Internet. Dwa lata z rzędu zajmowało mi to 10 minut i było po sprawie. Tego wieczoru PIT się obraził i nie chce się zwalidować ze schematem. Gugle milczą, a ja czuję się jeszcze bardziej rozbudzony. Pełen sukces.
W takim momencie marzy mi się mieszkanie nad morzem, w którym nawet jeśli nie zasypiam zaraz po przytuleniu poduszki (albo kogoś innego), to i tak dobrze wiem, że za pół godziny będę już śnił o tym, co moja podświadomość wepchnie mi do głowy. Ale niestety, do tego mieszkania jest wuchta kilometrów i nie wiem, kiedy znów tam zawitam. Wiem za to, że czekam na to z niecierpliwością. Wiem, że jutro idę pobiegać wieczorem - może się wymęczę na tyle, że padnę z wyczerpania. Wiem, że jutro nie będzie mi się chciało wstać.
I czekam, aż ktoś wymyśli to coś, co pozwoli mi zapamiętać wszystkie moje genialne pomysły, na które wpadam tuż przed zaśnięciem. I wtedy następnego ranka przejrzę je, wybiorę jeden z nich i będę rządzić światem (albo chociaż sprawię, że nikt nie będzie głodny). 2:04, chyba czas na Los Angeles Lakers - Miami Heats.
Komentuj