05-09-2010, 23:11
piłem na weselu, piła po weselu
W piątek weseliłem się razem z Mary i moim bratem ( gratulacje! ). Dzisiaj Piła i półmaraton. Po marcowej połówce w Poznaniu założyłem sobie, że chcę złamać 1:40:00 w tym roku. No i celem stała się Piła, bo to jeden z większych półmaratonów w Polsce, a poza tym to jedyne 100 km z Poznania. I gdyby tylko ten bieg był 3 tygodnie temu, przed tym maratonem (absolutnie niebiegowym ;] ), w jakim uczestniczyłem przez ostatnie kilka tygodni...
Najnowsze:
Najpopularniejsze:
Wyszło jak wyszło - ostatnie dni to bardziej ćwiczenie bicepsa przez podnoszenie flaszki bro albo kieliszka z wódką. Ale przecież "Ja nie pobiegnę?!". No i pobiegłem. Już od 3ciego kilometra wiedziałem, że będzie ciężko, po 7 był gnój, a od 13stego wbijałem sobie do mózgu jedną, jedyną myśl "Nie wolno ci ani przez chwilę iść zamiast biec". Potem jeszcze podbieg przy parku, a na koniec przerażające uczucie niemocy, gdy nie byłem w stanie nawet pomyśleć o finiszu.

No ale dobiegłem. Czas? 1:43:14 netto. Mój niepoprawny optymizm podpowiadał mi jeszcze wczoraj, że 1:40:00 jest realne. Dzisiaj wiem, że nie było. I cieszę się, że złamałem życiówkę, którą zrobiłem w marcu w Poznaniu (1:46:54). A 1:40:00? Jeszcze na to przyjdzie czas. Póki co zostało mi 398 km do przebiegnięcia w tym roku. Może gdzieś w tych kilometrach czai się jeszcze jakaś połówka? ;)
No i skoro doczytałaś (doczytałeś) aż do tego miejsca, to kliknij 'komentuj' po prawej na dole, spraw mi frajdę i napisz coś miłego ;]
Komentuj