04-08-2010, 23:01
z bananem na pysku
Właśnie przed chwilą Lech odpadł z kwalifikacji do Ligi Mistrzów. Jako niepoprawny optymista, wierzyłem w awans aż do bramki dla Sparty. Ale nie będę tutaj jechał po Kolejorzu, bo po co. Niczego to nie zmieni. Tylko taka jedna myśl mnie nachodzi, że my Polacy nie mamy w sobie ducha zwycięzcy, bo potrafimy się cieszyć z nawet najmniejszych sukcesów. Dla innych liczy się tylko zwycięstwo. Niby do dupy, za dużo mistrzów nie wyprodukujemy, ale z drugiej strony wolę chodzić po świecie z bananem na pysku, bo smakowała mi dzisiaj rano kawa, niż w stresie i wqrwie wspinać się na top
Najnowsze:
Najpopularniejsze:
Jestem optymistą i jestem z tego dumny. Potrafię i chcę odnajdywać powód do uśmiechu nawet w (cytując Kate) tej 'smutnej jak pizda krainie deszczowców'. Nawet w dniu, kiedy już rzygam słysząc słowo krzyż i to bynajmniej nie z powodów religijnych, kiedy te dupki, na których głosowałem, a którzy obiecali zmiejszać podatki, podnoszą je i kiedy drużyna, której kibicuję od dzieciaka, gra na poziomie czwartej ligi Mozambiku (nie obrażając Mozambiku).
Ale za to jutro ma być dobra pogoda, więc do roboty będę mógł pojechać na motocyklu. A potem grill ze znajomymi, a wieczorem wypad do kina, żeby się przekonać, czy 'Inception' jest rzeczywiście tak dobre, jak o nim mówią. A w przyszły weekend wyskok na południe Polski. I to są dla mnie powody do banana na pysku. Wiem, jestem dziwny :D
A jeśli chcesz, żeby mój banan był większy, napisz że mieszkasz gdzieś na trasie Poznań - Łódź - Częstochowa - Wadowice i że masz ochotę spędzić pół godzinki pijąc kawę i gadając o niczym, żeby mi się nie nudziło jak będę sobie w przyszły piątek robił przerwę w trasie.
Komentuj