01-08-2010, 22:22
motowyhamowanie
Od dawna brakowało mi tego, żeby znaleźć zjazd z tej autostrady codziennego zapieprzania do przodu, i wyciszyć się trochę na wybrukowanych kocimi łbami wiejskich uliczkach. Udało się w ten weekend. Dzięki grupce znajomych z SHOC udało mi się zapomnieć o wszystkim. Zapomniałem nawet o tym, że Lech grał o superpuchar.
Najnowsze:
Najpopularniejsze:
To był weekend, o którym się nie marzy. Nie było żadnych wielkich planów ani zapowiedzianych atrakcji. Po prostu wsiąść na motocykl i o normalnym życiu przypomnieć sobie dopiero w niedzielę wieczorem. Udało się idealnie. Niewątpliwa zasługa w tym domku na wsi, kucyka widmo i kury wysiadującej szare myszki, ale także towarzystwa, choć w życiu codziennym każdy z nas jest zupełnie inny i na swój sposób pcha się do przodu. Ale przez te kilka dni, żadne z nas nigdzie się nie pchało, nic nas nie goniło, a na zegarki zerkaliśmy od czasu do czasu odruchowo, żeby po sekundzie uświadomić sobie, że przecież to absolutnie nieważne, która jest godzina.
Co poniedziałek wydaje mi się, że przecież ledwo co był piątek. Tym razem będzie inaczej. W ten weekend wszystko działo się w zwolnionym tempie. Chyba nawet moje serce, zdezorientowane tym, co się dzieje dokoła, zdecydowało się bić o kilka uderzeń na minutę wolniej. I dobrze mi z tym.
Komentuj